Moje życie jakoś płynie. Ciągle niestety bywam rozczarowana ludźmi. Tak cholernie trudno jest dziś spotkać jakieś normalne osoby, które nie uczestniczą w wyścigu o pozycję społeczną, stołek, kasę, czy sławę, którzy po prostu szukają bliskości. Ale ok, żyję sobie z nadzieja, że spotkam jeszcze chociaż tych paru fajnych indywiduów i złapię z nimi ten cenny kontakt.
Dla dziecka jest się opiekunem, przewodnikiem, rodzicem, nie kumplem. Ja miewam dni, że czuję się nieco samotna. Dziś właśnie jest taki dzień.
Kurczę blade, jestem ostatnio taka zaganiana, że nie wiem, co tak naprawdę czuję, nie wiem też, o czym pisać. Brakuje mi czasu, marzę o tym, żeby dni i noce były dłuższe. Człowiek im jest starszy, tym szybciej upływa mu czas. Tyle rzeczy się dzieje, ale o ani jednej chyba nie napiszę, bo późno już i chce mi się spać.
Miałam ostatnio taki czas, że wydawało mi się, że
świat dookoła przestał istnieć i ważne jest tylko to nowe, kruche życie. I ten
fakt przyćmił wszystko inne. Bo to w sumie jednocześnie takie banalne i zwykłe,
jak i zachwycające i cudne, że nagle jedna osoba pęcznieje by niebawem wydajać
na świat drugą. To wydarzenie wyrwało mnie z zagubienia w nadmiarze własnej
wolności i wtłoczyło w nieznaną i nową rzeczywistość gdzie nie ma już ja, a
zaczyna się bezwzględne my i życie zaczyna czemuś służyć. Czemuś lub komuś tak
bardzo namacalnemu, drugiemu fizycznemu istnieniu i nie tylko fizycznemu. Misją
życia może być ponowne zetknięcie się z narodzinami i bycie blisko przy
kształtowaniu się nowego człowieka od zera. To próba zrozumienia rytmu głodu,
wzrostu, snu od poczęcia, ponowne bliskie zetknięcie z rozwojem po raz drugi,
czasem trzeci i któryś. To także zrozumienie, lub próba ludzkich kaprysów, frustracji
i złości, to próba poznania znaczenia słowa kocham. I przykra konfrontacja z
faktem, że nigdy do końca nie pozna się jego znaczenia i nigdy miłość nie jest
doskonała w wykonaniu pojedynczego człowieka. Można się starać, próbować ciągle
od nowa, ale wciąż ma się wrażenie, że można jeszcze mądrzej się opiekować, być
jeszcze bardziej bezinteresownym i że wciąż popełnia się jakieś błędy.
Przynajmniej ja tak mam.
Jak już tytuł zdążył zasugerować, będę dalej pisać bloga. Kiedyś był tu już blog pod tym samym adresem, ale pod wpływem nagłego impulsu, wstałam w środku nocy, żeby go skasować. Odczuwam jednak brak miejsca, gdzie mogłabym pisać o swoich odczuciach i przemyśleniach, więc znów pod wpływem nagłego impulsu, zakładam bloga pod tym samym adresem. Przynajmniej nikt nie będzie się pode mnie podszywał ;). Prawdą jest też, że odczuwałam wcześniej swego rodzaju brak anonimowości, bo coraz więcej znających mnie ludzi zaczęło to czytać. Teraz może będzie inaczej, a nawet, jeśli nie, czuję się bogatsza o doświadczenia z przeszłości, więc może tym razem lepiej sobie z tym poradzę.
A zatem, wszystkich tych, którzy tu trafią przypadkiem, bądź świadomie, zapraszam do lektury.